Marcin Świostek Language
index
language
author
translation
poetry
articles
Wierność... [pl]
subscribe
contact
links


WIERNOŚĆ W TŁUMACZENIU POEZJI

Spotkanie z Xavierem Farré.

 

To my byliśmy barbarzyńcami.
To przed nami drżeliście w waszych pałacach.
Na nas czekaliście z bijącym sercem.
To o naszych językach mówiliście:
Chyba składają się wyłącznie ze spółgłosek,
Z szelestów, szeptów i suchych liści.
To my żyliśmy w czarnych lasach.
To nas bał się Owidiusz w Tomi,
To my czciliśmy bogów o imionach,
Których nie umieliście wymówić.
Ale my także zaznaliśmy samotności
i lęku, i zapragnęliśmy poezji.

- "Barbarzyńcy" Adam Zagajewski

No i zapragnęliśmy poezji. W Polsce. Dokładniej mówiąc w Poznaniu, w Teatrze 8-go Dnia. Nie jestem w stanie śledzić, a tym bardziej uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach kulturalnych, jakie mają miejsce w Poznaniu. Nie jestem w stanie ograniczyć się nawet do wydarzeń związanych jedynie z literaturą. Ograniczam się więc do tych, związanych z literaturą i kulturą hiszpańską i katalońską. O ile tej pierwszej nie brakuje w Poznaniu, a przynajmniej da się odczuć jej obecność, to o katalońską naprawdę trudno. Być może dlatego rzadko bywam na spotkaniach takich jak to, którego miałem dziś szczęście być świadkiem.

Xavier Farré, z którym to spotkanie mam na myśli, nie jest obcy osobom zainteresowanym poezją polską i tłumaczeniem jej na język kataloński i hiszpański. Tłumaczy dzieła naszych dwóch wybitnych poetów: Czesława Miłosza i Adama Zagajewskiego; i robi to w wybitny sposób. Nie, nie rozpływam się w zachwytach; tym bardziej, że nie jestem specjalistą od tłumaczenia. Moja ocena jest zatem w pełni subiektywna. Jednak, nie może być inna, gdyż mówię o poezji, o sztuce, którą uważam za nie podlegającą obiektywnej ocenie. Ale na razie tyle moich przemyśleń.

Wstęp do przygotowanego na tę okazję przez Pana Farré przemówienia wygłosiła Pani profesor Barbara Stawicka-Pirecka . Usłyszeliśmy kilka słów o obydwu poetach i ich twórczości. Słów iście poetyckich; padając z ust poetki nie mogły być inne. Muszę się przyznać, że dawno nie czytałem Miłosza, jednak udzielił mi się zachwyt, któremu wyraz dała Pani Profesor niejednokrotnie na zajęciach a dziś zawarł się w słowach "jego nazwisko jest jak szum liści, jego poezja jak drzewo, pod którym przyjemnie się znaleźć". Sam wstęp mógłby stanowić oddzielny wykład. Być może kiedyś go doczekamy.

"Chciałbym zacząć oświadczając, iż nie jest moim zamiarem nudzenie was abstrakcjami teorii tłumaczenia". Wstęp, na pierwszy rzut oka nietypowy. Jednak nie spotkałem do tej pory w moim życiu tłumacza, który przedkładałby surowe, matematyczne wytyczne teorii przed żywy język, z którym przychodzi mu pracować. Kolejna rzecz, za którą należy chwalić Boga. Podobnie jak Monika Zgustova, przytoczona przez Pana Farré, tak i On uważa, iż "teoria kończy się, kiedy siadam przed tekstem i zaczynam tłumaczyć". Nie jestem tłumaczem - w pełnym tego słowa znaczeniu - ale uważam takie podejście za zdrowe i jak najbardziej uzasadnione. Jak potem wyjaśnił nasz prelegent, w momencie pracy z tekstem tłumacz spotyka się z wystarczającą ilością problemów a teoria tłumaczenia mogłaby ich tylko dołożyć. Głównym tematem wykładu było zjawisko wierności w tłumaczeniu poezji. Złożoność problemu ujawnia się już w momencie, kiedy zdajemy sobie sprawę z niedoskonałości jakiegokolwiek sposobu podziału zjawiska. Przy dualistycznym podejściu forma/treść tracimy wiele innych aspektów jak ton czy klimat wiersza.

Dwa, z goła różne, podejścia do wierności w tłumaczeniu zaprezentował nam Pan Farré na przykładzie noblisty Josipa Brodskiego. Pierwsze tłumaczenie jego wierszy na język hiszpański odzwierciedlało ślepą - słowo jak najbardziej na miejscu - wierność wobec treści. Rezultat: długie wiersze pozbawione rytmu i rymu, charakterystycznych dla poezji Rosjanina. Z kolei sam Brodski, podkreślając rolę poety w społeczeństwie, wychodzi z założenia, iż prawdę należy wypowiadać "w takiej formie, w której by się ją zapamiętywało". Nie dziwi zatem fakt, iż tłumacząc swoje wiersze na angielski poświęcał sens na rzecz płynności języka. Jeśli sam autor wychodzi z takiego założenia, co ma zrobić tłumacz, który nie wie, bo wiedzieć nie może, co dokładnie autor chciał przekazać; co chciałby zachować w tłumaczeniu? Sprawa staje się skomplikowana.

Kolejny przykład na różne podejście do tłumaczenia Xavier Farré podał na przykładzie wierszy Williama Butlera Yeatsa. Strategia Daniela Aguirre, ich tłumacza na język hiszpański, polegała na zachowaniu wierności wobec tradycji, przez którą rozumieć należy elementy struktury językowej takie jak rymy czy rytm. W tym przypadku tłumaczowi udało się osiągnąć wierność nie tylko tradycji poezji hiszpańskiej, lecz także angielskiej. Mianowicie, użycie rymów asonansowych, charakterystycznych dla poezji hiszpańskiej współczesnej Yeatsowi; dla autorów takich jak Juan Ramón Jiménez.

W tym samym czasie ukazało się tłumaczenie irlandzkiego autora na język kataloński przez Alberta Roiga. Tłumacz nie tylko pozbawił poezję Yeatsa rymów, ale wręcz dopasował ją do swojego stylu. Nie pozostaje mi nic innego jak całkowicie zgodzić się z twierdzeniem Pana Farré, iż postawa taka jest niczym innym jak "przywłaszczaniem sobie poety do własnych celów" - mimo interesujących efektów takiego działania. Osobiście uważam, iż między inspiracją a przekładem znajduje się cienka acz wyraźna granica, która rozdziela twórczość od tłumaczenia. Trzeba bardzo uważać, by na niej nie utknąć. Niestety, jest to plagiat; ewentualnie epigonizm. Jak zauważył na początku Pan Farré, tłumaczenie poezji jest zadaniem nie do końca świadomym; i tylko ten fakt może usprawiedliwiać tłumacza.

Co jednak, gdy przerabianie wierszy jest działaniem w pełni świadomym, jak ma to miejsce w przypadku Imitations Roberta Lowella? Tłumacząc wiersze Rimbauda, Rilkego czy Pasternaka, bez znajomości języka oryginału, używał "w pełni żywego języka angielskiego", jakim autorzy posłużyć mogliby się pisząc w dzisiejszej Ameryce, efektem czego "Statek pijany" pierwszego poety uboższy jest o jedną trzecią natomiast jeden wiersz Niemca wzbogacił Lowell o dwie strofy własnego autorstwa. Oddanie siły wyrazu oryginalnej poezji współczesnemu czytelnikowi można określić kategorią wierności wobec tonu. Uaktualnienie, jakiemu poddany zostaje tekst poetycki, można postrzegać jednak w kategorii oszustwa wobec czytelnika. Podsumowując przykład Lowella, który skłonny jestem traktować raczej jako eksperymentalną hybrydę - pozwolę sobie na surowszą ocenę tego typu praktyk, niż nasz prelegent - nie mającą dużo wspólnego z tłumaczeniem, przytoczę za Xavierem Farré słowa Vladimira Nabokowa a propos Imitations: "Jakbyś się czuł, gdyby ktoś twoje określenia 'chropawa miłość' tłumaczył jak 'wielki futbol namiętności'?"

Problematyka interpretacji jest na tyle złożona, iż poświęcić by jej można pracę monograficzną pokaźnych rozmiarów, zatem nie była głównym tematem spotkania. Ja także nie pokuszę się w tym miejscu o jej szersze ujęcie, gdyż byłoby to z mojej strony dyletanctwo.

Innym przykładem na wierność epoce jest przekład "Boskiej Komedii" Dantego na język kataloński. Joan Francesc Mira odrzucił rymy i posłużył się dziesięciozgłoskowcem, uzasaniając to podejście faktem, iż próbował zachować sam wątek, co byłoby niemożliwe przy ocaleniu tercyny Dantego. Tłumaczenie to - docenione zresztą przez florentczyków - nie szokuje tak bardzo, kiedy mamy na względzie przesłanki, jakie powodowały tłumaczem.

Xavier Farré, reasumując odczyt wymienia różne pojęcia wierności wobec tekstu poetyckiego; wierność treści, wierność formie i strukturze wiersza, wierność wobec struktury organicznej tradycji języka docelowego, wierność głosowi poety-tłumacza, wierność tonu oraz wierność dziełu w zupełnie nowej kulturze. Z nieco pesymistycznego faktu braku kryterium dobrego/złego tłumaczenia, jakim mógłby być jedynie trzeci tekst - jak zauważył Paul Ricouer - zawierający dokładnie to samo znaczenie, co tekst źródłowy i docelowy płynie optymistyczne stwierdzenie Pana Farré, iż tłumacz przed każdym nowym utworem będzie musiał zmierzyć się z różnego rodzaju przeszkodami, lecz w końcu odniesie zamierzony cel wybierając swoją strategię, swoją drogę.

Po zakończonym tym miłym akcentem wykładzie przyszła kolej na pytania i komentarze. Głosów naszych wykładowców, tłumaczy obecnych na Sali oraz naszych słuchał Xavier Farré z uwagą i zrozumieniem i odpowiadał zgodnie z tym, co myśli. Problem wierności wobec czytelnika, dla którego tekst jest aktualnością, uznał za ważny i stwierdził, że warto spróbować takiej strategii; należy jednak być ostrożnym, gdyż, jak widzieliśmy na przykładach, efektem może być przekład niezbyt udany. Ku mojej radości dowiedzieliśmy się, iż najpierw tłumaczył z polskiego na kataloński; jak się jednak, niestety, domyślałem, ze względów wydawniczych musiał zająć się tłumaczeniem na hiszpański. W swoich tłumaczeniach próbował zachować przede wszystkim rytm i język, rym, jeśli się uda. Opowiedział o ciężkich początkach swojej przygody z tłumaczeniem, kiedy odkładał książkę mówiąc, że nie da rady; i późniejszych powrotach do tłumaczenia tego, co wydawało się niemożliwe w przekładzie.

Czy są jednak wiersze, których przełożyć nie sposób? Trzecią część wieczoru rozpoczęła Pani Stawicka-Pirecka od recytacji wiersza Adama Zagajewskiego "Jedwabne". Myślę, że nie trzeba tłumaczyć, dlaczego wiersz ten posłużył za przykład skały, której najdelikatniejsze i najzdolniejsze nawet dłuto nie jest w stanie uformować w odpowiedni kształt bez uszczerbku dla treści. Następnie usłyszeliśmy w oryginale oraz katalońskim tłumaczeniu naszego gościa utwory takie jak "Piosenka o końcu świata" i "Kuźnia" Miłosza oraz "Barbarzyńcy" i "Uchodźcy" Adama Zagajewskiego.

Spotkanie, mimo iż trwało ponad dwie godziny, wydało mi się zbyt krótkie. Ale to raczej za sprawą poezji, niż problematyki tłumaczenia. Ponieważ to poezja, a nie teoria tłumaczenia czy nawet rampa oświetlająca nastrojowo małą scenkę stworzyła tego wieczoru niepowtarzalną atmosferę, którą długo jeszcze będziemy pamiętać. Żal, że takich okazji nie mamy zbyt wiele w ciągu roku, jednak już czekam na następną. Osobiście serdecznie dziękuję Panu Farré za jego obecność tego wieczoru oraz wszystkim, dzięki którym spotkanie to było możliwe, gdyż wierzę, iż włożyli w zorganizowanie go wiele wysiłku.

Może jest jakieś ziarno prawdy w stwierdzeniu Roberta Frosta, iż "poezja jest tym, co przepada w tłumaczeniu". Na pewno jednak jest tym, co ocalało w Teatrze 8-go Dnia tego wieczoru.

------

Poznań, 23 marca 2006

Marcin Świostek © 2008
All the contents of this website are intelectual property and cannot be published elsewhere without authour's permission.